Nieudany start w europejskich pucharach

Panthers Wrocław przegrali swój pierwszy mecz w rozgrywkach CEFL Championship aż 3:27. Porażka z Mistrzem Szwajcarii Calanda Broncos bardzo utrudnia grupową sytuację Wicemistrzów Polski.

Początek spotkania zapowiadał bardzo wyrównaną rywalizację. Jako pierwsi na tablicę wyników wpisali się Panthers Wrocław po udanym kopnięciu z pola Piotra Gołackiego. Niestety chwilę wcześniej w akcji, w która zbliżyła wrocławian do pola punktowego w wyniku pechowego upadku kontuzję barku odniósł rozgrywający Chris Forcier. Uraz okazał się na tyle poważny, że zawodnik już nie powrócił tego dnia na boisku, co całkowicie odmieniło obraz spotkania. Zastąpił go Bartosz Dziedzic, który robił, co mógł, ale atakowi Panthers Wrocław nie udało się sforsować twardej obrony Szwajcarów. Seria zakończyła się celnym kopnięcie z pola, które wykonał Piotr Gołacki, dając gospodarzom prowadzenie 3:0. Był to jednak dla kibiców ostatni powód do radości tego dnia.

Najpierw po fatalnym błędzie obrony fenomenalnym 60-jardowym biegiem popisał się zawodnik Calanda Broncos, dając swojej drużynie prowadzenie 7:3, a potem w obliczu osłabionej ofensywy Panter, Broncos wykorzystywali kolejne szanse bezlitośnie. Ich amerykański rozgrywający posłał dwa celne podania w pole punktowe i pomimo wielkiego oporu defensywy, dał gościom prowadzenie aż 20:3. Tuż przed przerwą goście powiększyli jeszcze swoje prowadzenie, kiedy po krótkim biegu w polu punktowym po raz kolejny zameldowali się w polu punktowym.

W drugiej połowie na pozycji rozgrywającego pojawił się Jan Wawrzyniak, któremu udało się posłać kilka udanych podań m.in. do debiutującego w barwach Panthers czeskiego skrzydłowego Radima Kalousa. Po ziemi szeregi obronne Broncos próbowali forsować Konrad Starczewski oraz Ernest Rogowicz. Pantery zdobywały pierwsze próby, ale ani razu nie udało im się wykończyć serii i zdobyć kolejnych punktów.

W drugiej połowie meczu świetną postawą popisała się defensywa Panter, która nie pozwoliła gościom na zdobycie kolejnych punktów. W linii defensywnej wyróżniali się m.in. Szymon Adamczyk i Adrian Brudny, którzy wspierani przez drugą i trzecią linię obrony dowodzoną przez Huberta Ogrodowczyka, Krzysztofa Wisa i Deante Battle, pomimo wyniku nie odpuścili ani na moment. Świetnie przygotowani do meczu Calanda Broncos nie zdołali podwyższyć wyniku, a w czwartej kwarcie skupili się już na powolnym zbijaniu zegara i jego rozsądnym zarządzaniem. Wynik z pierwszej połowy nie uległ zmianie. Panthers Wrocław w inaugurującym meczu CEFL Championship przegrali aż 3:27.

–  Nie tak wyobrażaliśmy sobie nasz pucharowy debiut. Pierwsze minuty pokazały, że drużyny są w stanie walczyć, jak równy z równym. Niestety strata rozgrywającego to jedna z najgorszych sytuacji, jakie mogą przydarzyć się drużynie w trakcie meczu. Możemy mówić o wielkim pechu, ale jesteśmy dumni z tego, jak walczyli nasi zawodnicy, nie poddając się ani na chwilę pomimo wyniku. Wrócimy silniejsi – powiedział po meczu Michał Latoś, Prezes Zarządu Panthers Wrocław.

Przed Panterami teraz przerwa związana z Wielkanocą, ale na pewno nie będzie to okres spokojny. Sztab ma bardzo trudne zadanie, by przygotować drużynę do kolejnych meczów. Tym bardziej, że już za 2 tygodnie kolejne trudne spotkanie wyjazdowe w Turcji, gdzie w drugim meczu CEFL przeciwnikami Panthers Wrocław będą Koc Rams, którzy również przegrali swój pierwszy mecz pucharowy. Mecz w Instambule będzie meczem o wszystko. Przegrany straci zupełnie szansę na awans do finału turnieju.