Podwójna wygrana Panthers Wrocław

Mistrz Serbii Kragujevac Wild Boars w sobotę i Wataha Zielona Góra w niedzielę. Panthers Wrocław dokonali czegoś niespotykanego. Nie tylko rozegrali dwa spotkania w ciągu dwóch dni, ale też wygrali oba z nich.

Oczy prawie całej Europy były w sobotę zwrócone na Wrocław. Pantery rozegrały swój trzeci mecz grupowy w Sportklub CEFL, a ich przeciwnikiem byli Mistrzowie Serbii Kragujevac Wild Boars. Przed meczem obie strony zgodnie zapowiadały trudne, fizyczne spotkanie, w którym ciężko było wskazać faworyta. Mecz jednak okazał się zupełnie inny.

Gospodarze dominowali od pierwszy minut. Świetnie dysponowana tego dnia formacja ofensywna już w pierwszej kwarcie zanotowała dwa przyłożenia. Pierwsze z nich zdobył Konrad Starczewski. Autorem drugiego był Tony Dawson. Po dwóch mocny uderzeniach, kolejne wyprowadziła obrona Panter, która tego dnia grała jak natchniona. Świetna gra zespołowa i presja wywierana na rozgrywającym serbskich dzików powodowały kolejne błędy i odkopnięcia piłki. Na początku drugiej kwarty w polu punktowym gości zameldował się Benji Barnes, którego wyraźnie zabolało przyłożenie odwołane przez sędziów w pierwszej kwarcie. Zmotywowany, niemiecki zawodnik był autorem także kolejnych dwóch przyłożeń, w których efektownie łapał podania rzucone przez Tony’ego Dawsona. Efekt? 35:0 do przerwy. Takiego przebiegu spotkania nie spodziewali się nawet najbardziej zagorzali kibice.

Kolejny raz pokazaliśmy, że kiedy wychodzimy na mecz w 100% skoncentrowani, gramy na swoim najwyższym poziomie, a nim możemy równać się z wieloma utytułowanymi drużynami w Europie. Wiedzieliśmy, że musimy narzucić Wild Boars swój styl gry, by nie dać im się rozpędzić. Plan ten udało się w pełni wdrożyć i wykorzystać szybko zdobytą przewagę – mówi Daniel Jagodziński, ofensywny liniowy Panthers Wrocław.

Po zmianie stron Wild Boars próbowali jeszcze odwrócić losy spotkania i nawet udało im się zdobyć pierwsze punkty, ale było to za mało, by przeszkodzić Panterom w realizacji planu. Obrona, w której świetne zawody rozgrywali m.in. Adrian Brudny i Krzysztof Wis, który oprócz potężnych uderzeń popisał się także efektownym przechwytem, wywoływała kolejne straty Serbów, a te na punkty zmieniał imponujący skuteczności atak wrocławian.

Najpierw w polu punktowym po raz kolejny zameldował się Konrad Starczewski, który w sobotę dosłownie „przebiegał” po zawodnikach Wild Boars, a Ci nie mieli na to odpowiedzi. Podobnie jak na kolejne slalomy Tony’ego Dawsona, który znowu dał kibicom powody do euforii zaliczając przyłożenie po 73-jardowym biegu. Serbów stać było jeszcze na jedno przyłożenie, po którym na tablicy widniał wynik 49:13.

Pantery nie powiedziały jednak ostatniego słowa. Wraz z upływającym czasem pantery coraz częściej wykorzystywali grę biegową, aby kontrolować zegar meczowy. Tę okazję w 100% wykorzystał powracający po kontuzji Damian Kwiatkowski, który zdobył dwa przyłożenia. Kropkę nad i natomiast postawił debiutant w pierwszej drużynie Panters Franciszek Gładki, który mecz rozegrał… w przerwie pomiędzy maturami. Końcowy gwizdek sędziego i wynik 70:13. Gospodarze mogli rozpocząć świętowanie.

Dzięki wygranej cały czas pozostają w grze o finał Pucharu CEFL. By awansować muszą liczyć na potknięcie Calanda Broncos w meczu w Wild Boars, który rozegrany zostanie 25 maja. Radość po wygranej nie mogła jednak trwać zbyt długo, ponieważ 20 godzin po zakończeniu meczu wielu zawodników ponownie musiało stawić się na Stadionie Olimpijskim.

W niedzielę Pantery zmierzyły się z Watahą Zielona Góra w meczu Ligi Futbolu Amerykańskiego. Po sobotnim starciu pucharowym w barwach gospodarzy nie zagrało aż 15 podstawowych graczy, którym trenerzy musieli dać wolne. Zmiennicy Panthers Wrocław robili, co mogli, by pokazać się z jak najlepszej strony, ale Wataha pokazała, że nie przyjechała do Wrocławia złożyć broni. Na pierwsze punkty musieliśmy czekać aż do drugiej kwarty. Wtedy też Jakub Wąsiel złapał podanie rzucone przez Tony’ego Dawsona, który pomimo zmęczenia robił, co mógł, by dać Panterom drugie zwycięstwo w ciągu weekendu. Stadion Olimpijski zamarł, kiedy fatalnym błędzie drużyn specjalnych i przyłożeniu podaniowym gospodarze przegrywali 6:8. W tym momencie jednak w szatni odbyły się mocne rozmowy, które sprawiły, że w drugiej połowie meczu obie formacje znalazły jeszcze rezerwy energii. Najpierw świetnym biegiem popisał się Tony Dawson, po tym przyłożeniu przechwyt zamienił na przyłożenie Adam Lary. Dawson uspokoił kibiców i całą drużynę, kiedy po 16-jardowym biegu ponownie zameldował się w polu punktowym. Wataha zdołała zdobyć jeszcze jedno przyłożenie, ale były to ostatnie punkty tego dnia. Panthers Wrocław wygrali 25:16.

Dwa mecze w jeden weekend to wysiłek na granicy wytrzymałości. Niektórzy z nas zagrali aż 8 kwart i muszę przyznać, że niosła nas momentami siła woli, która pozwalała ograniczyć liczbę pojawiających się błędów. Wielu zmienników miało okazję pokazać się z dobrej strony i wykorzystali swoją szansę, ale też zobaczyli, ile jeszcze przed nimi pracy. Dawno nie cieszyliśmy się tak bardzo po ostatnim gwizdku, który oznaczał, że możemy odpocząć – mówi Przemysław Lewszyk, zawodnik Panthers Wrocław.

Przed Panthers Wrocław teraz cykl meczów wyjazdowych. Pierwszy z nich rozegrany zostanie w niedzielę w Warszawie, gdzie ich przeciwnkiem będą miejscowi Warsaw Mets.