Z Wrocławia na amerykańską uczelnię

WYWIAD Z MATEUSZEM WOJAKIEWICZEM/NEW MEXICO STATE

Widziałeś, ile polubień ma post z informacją o tym,że Mateusz Wojakiewicz będzie kontynuował grę w futbol w USA? Ponad 600…

MATEUSZ WOJAKIEWICZ:

Widziałem. Szczerze mówiąc mocno się zdziwiłem, kiedy zobaczyłem tę liczbę. Choć to ważna informacja, byłem zaskoczony, że aż tyle osób na nią zareagowało. Średnia liczba lajków pod takimi postami to 200,może 250. Cieszy mnie takie zainteresowanie, to przecież dotyczy nie tylko mnie, ale całego klubu i w ogóle futbolu w Polsce.

Uwierzyłbyś w taki scenariusz jeszcze kilka miesięcy temu? Nie mówię już o reakcjach pod postem, ale o tym, co czeka Cię za niecałe pół roku.

Nie. Sądziłem, że nie mana to najmniejszych szans. Panuje powszechne przekonanie, że z Europy do amerykańskich college’ów czy uniwersytetów ciężko jest się dostać ze względu na wysoki poziom sportowy. Trudno mają zwłaszcza rozgrywający. Ja zawsze jednako tym marzyłem. Wprawdzie w futbol zacząłem grać dość późno, bo w wieku 16 lat, a więc 3 lata temu, i mogłoby się wydawać, że mam na tej pozycji duże braki. Po ostatnim sezonie juniorskim, pod koniec 2019 roku, stwierdziłem, że mocno rozwinąłem się, grając w seniorach wiosną. Do tego doszły opinie wielu osób, które widziały we mnie potencjał na pozycji rozgrywającego i które przekonywały mnie kiedyś zrealizujesz te marzenia, zobaczysz”. Przyjmowałem to z lekkim dystansem, ale mimo wszystko wierzyłem, że się uda.

I udało się, głównie dzięki organizacji Gridiron Imports, która zajmuje się rekrutacją zawodników z całego świata do amerykańskich uniwersytetów i college’ów…

Tak, organizacja już wcześniej pomogła dwóm Polakom w przygodzie z amerykańskim futbolem uniwersyteckim. To sprawdzona metoda, o której nie wiedziałbym, gdyby nie trener Samel. Duży ukłon w jego stronę.

 Jak przebiegał cały proces– od złożenia podania do podpisania listu intencyjnego?

Zaczęło się od wizyty u wspomnianego trenera Jakuba Samela i pytania: co mogę zrobić w kierunku ewentualnej nauki futbolu za oceanem? Trener nie dość, że bardzo dobrze zna się na swoim fachu, to interesuje się grą na uniwersytetach. Podał mi adres strony internetowej, której nie znałem, a gdzie mogłem wysłać zgłoszenie i film ze swoimi najlepszymi akcjami. Dwa dni później dostałem odpowiedź od jednego ze współzałożycieli organizacji, który w imieniu zawodników kontaktuje się z trenerami różnych uczelni. Na wstępie poinformował nas, że film mu się spodobał i… już pojawiła się oferta z pewnej uczelni. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony, on zresztą – jak sam przyznał – również. Rzadko zdarza się bowiem, by tak szybko junior college z wysokiej półki wyraził chęć zaangażowania zawodnika. W Nowym Meksyku uczy się stosunkowo wielu Europejczyków, wielu też trafia później do wyższych dywizji. Sam list intencyjny dostałem do podpisu niedawno. W miedzy czasie musiałem wypełnić wiele dokumentów, zapisać się na egzaminy językowe.

 Ktoś oprócz New Mexico Military Institute się Tobą zainteresował?

To jedyna oferta, jaką otrzymałem, co akurat nie było zaskoczeniem. Zawodnik na mojej pozycji z Europy nie będzie dostawał wielu propozycji, bo jak już wspomniałem, zawodnikom z zagranicy ciężko jest zaistnieć w USA. A Nowy Meksyk nie dość, że leży w dogodnej lokalizacji z wieloma walorami krajobrazowymi, jako szkoła ma także dobre opinie. W 2016 roku była sklasyfikowana w rankingu bodajże jako drugi junior college w Stanach Zjednoczonych, rok temu chyba jako piąty, a więc ścisła czołówka. Wielu trenerów z wyższych dywizji pojawia się na meczach, obserwuje i szuka wzmocnień do swoich drużyn.

 Poniosłeś jakieś koszty związane z całym procesem?

Organizacja jest de facto fundacją, za całą procedurę od złożenia aplikacji po rozmowy z organizatorami i trenerami – nie zapłaciłem ani centa. Jedyne koszty stanowią egzaminy oraz lot do Stanów.

 Byłeś już tam kiedyś?

Nie i jestem bardzo ciekawy, jak sobie tam poradzę. Myślę jednak pozytywnie i patrzę do przodu.

Kiedy lot?

Na miejscu muszę być już 30 lipca, a więc za niecałe 6 miesięcy. Tuż po seniorskim sezonie Panthers.

Zanim jednak będziesz spełniał swój amerykański sen, czeka Cię…

Matura, tak. Edukacja to dla mnie podstawa, do Stanów mogę pojechać na rok lub na dłużej, ale do matury muszę się przyłożyć, by mieć jakiś punkt zaczepienia. Zresztą, patrząc na maturę jak na pewnego rodzaju próbę sił, stała się bardzo „mała” przy tym stypendium i wyjeździe do Stanów. Mam na myśli samo wyzwanie.

Pogadajmy o Twoich początkach w futbolu. Kiedy stawiałeś pierwsze kroki w tym sporcie?

Pod koniec gimnazjum, jesienią 2016 roku. Wraz z kolegami stwierdziliśmy, że pójdziemy na rekrutację juniorską do Panthers Wrocław, bo była dobrze promowana i o niej usłyszeliśmy. Chcieliśmy spróbować czegoś nowego, piłka nożna i inne masowo uprawiane sporty przestały nas bawić. Futbol wciągnął nas, nauczył bardzo dużo. Mogę o tym mówić bardzo długo…

Jaką miałeś wiedzę na temat futbolu? Znałeś zasady?

Nie. Kojarzyłem futbol z telewizji, wiedziałem, że jest bardzo kontaktowy. Nic więcej. Więcej dowiedziałem się na treningach.

Minęło zapewne sporo czasu, zanim włożyłeś meczowy trykot…

Od pierwszych treningów do pierwszego meczu minął prawie rok. Te rozgrywki są dosyć krótkie, trwają nieco ponad 2 miesiące. Dużo i długo jednak trenowaliśmy. Warto było czekać, bo emocje związane z meczami są niesamowite.

Wytrwała i przede wszystkim dobra gra w juniorach doprowadziła Cię do pierwszej drużyny. Pamiętasz debiut?

Tak, po raz pierwszy wystąpiłem w wysoko wygranym przez nas meczu z Kragujevac Wild Boars w rozgrywkach CEFL. Z kolegą z juniorów Franciszkiem Gładkim wszedłem pod koniec meczu, nawet wspólną akcją udało nam się zdobyć przyłożenie. Od tamtego czasu byłem regularnie powoływany na każde spotkanie, w każdym z nich dostawałem swoją szansę. W seniorskim zespole nauczyłem się bardzo wielu rzeczy. Ubiegły sezon traktowałem jako zderzenie się z futbolem seniorskim, który jest na dużo wyższym poziomie niż juniorski. Uważam, że w drugim sezonie stać mnie na dużo więcej.

Zostałeś rozgrywającym. Dlaczego akurat ta pozycja?

To dość zabawa sytuacja. Jak na polskie realia, dysponuję bardzo dobrymi warunkami fizycznymi. Jestem duży, wysoki, na początku przypisywano mi pozycje defensywne. Tymczasem na rekrutacji pojawiły się testy na zwinność, szybkość, siłę i celność rzutów. Zajęcia prowadził między innymi ówczesny Trener Panthers Wrocław Nick Johansen, który nakazał trafiać w umiejscowione obok siebie otwory. Udawało mi się to raz za razem. „Mamy nowego rozgrywającego, zrobisz sobie ze mną zdjęcie?” – żartował trener. I tak to się zaczęło. Mimo       że zawsze chciałem grać na pozycji tight enda w ofensywie, zostałem rozgrywającym i chyba nie mam czego żałować.

Miałeś na kim się wzorować. Wskażesz najlepszego rozgrywającego Panthers, którego widziałeś na żywo?

Obserwowałem trzech, Tima Morovicka, Chrisa Forciera i Tony’ego Dawsona. Każdy z nich świetnie biegał, był szybki. To była ich cecha wspólna. Jeżeli miałbym wskazać tego, który mi najbardziej zaimponował… Chris Forcier. Ma ogromne doświadczenie, dużo mnie nauczył, między innymi tricków pomagających rozgrywającemu. Na boisku widać było u niego pewność, ogranie i doświadczenie.

Możemy spodziewać się Twoich występów w nadchodzącym sezonie czy matura i perspektywa gry w United States of America trochę Cię przyhamują?

Na pewno będę grał. Owszem, będę uważał, by nie doznać kontuzji, ale chcę występować, zdobywać doświadczenie, ogrywać się. Byłoby to nie w porządku, gdybym miał się oszczędzać. Tu nie ma co się oszczędzać. Wszyscy ciężko pracujemy na wspólny sukces Panthers Wrocław, zarówno w Polsce, jak i Europie. Chcę udowadniać swoją wartość i to, że mogę być przydatny dla zespołu. Jeśli chodzi o maturę, muszę wygospodarować również czas na naukę. Na razie to mi się udaje i nie planuję tego zmieniać.