Ostatnia prosta przed sezonem

Od ciężkich treningów i odpraw taktycznych do części integracyjnej i chrztu debiutantów. Na przedsezonowym zgrupowaniu futboliści Panthers Wrocław nie mogli narzekać na monotonię. Zresztą – na nic nie mogli narzekać.

 Prawie trzydniowy camp w wałbrzyskim Aqua-Zdroju to stały punkt przygotowań mistrzów Polski do nowych rozgrywek.  – Przyjeżdżamy tu od 2016 roku, tegoroczny obóz był więc obozem numer 5. Czas leci – mówi menedżer komunikacji Panthers Jakub Głogowski, który przybliża nam szczegóły pobytu we wspomnianym centrum sportowo-rekreacyjnym.

Selekcja

A więc: jak było? – Pozytywnie. Trenerzy w dużej mierze przygotowywali drużynę pod pierwszy mecz z Amsterdam Crusaders. Była analiza przeciwnika i ćwiczenie zagrywek oraz ustawień w obronie i ataku. Sztab przykłada dużą wagę do tego spotkania. Poza tym nadarzyła się okazja, by przyjrzeć się wszystkim za-wodnikom. W zespole jest dużo nowych twarzy, zarówno tych pozyskanych z innych ekip, jak i naszych juniorów. Niektórzy mają za sobą epizody w seniorach, a teraz stanęli przed szansą na częstszą grę, inni dopiero będą debiutować. Zmiennicy dostali tym razem więcej minut na boisku, kosztem pewnych pierwszego składu weteranów. Chcąc przebić się do meczowej kadry młodsi musieli potrenować ciężej i po-biegać więcej – opowiada Głogowski. Na campie zjawiło się około 60 osób, niczego sobie średnia z poprzednich lata została więc utrzymana. – Na co dzień w klubie trenuje trochę więcej, ale trenerzy przed wyjazdem podają ostateczną listę. Z tej 60 wybierany jest około 45-osobowy skład meczowy, chyba że na przeszkodzie stają na przykład kontuzje. Jest kilka urazów, które chłopaki muszą jeszcze wyleczyć, a które nie pozwolą im na występy w pierwszych meczach. Na szczęście póki co nie ma kontuzji, która wyeliminowałaby kogoś z rywalizacji w całym sezonie – dodaje Głogowski.

Tato Val Gunn

Zgrupowanie rozpoczęło się w piątek wieczorem. Na starcie spotkanie organizacyjne i pierwszy trening. Kolejne dwa w sobotę, ostatni w niedzielę rano. Każdy poprzedzony odprawą taktyczną. Tempo boiskowych ćwiczeń na najwyższym poziomie – w sztabie jest przecież aż siedmiu trenerów! Oprócz head coacha Vala Gunna (który do stolicy Dolnego Śląska przybył jako ostatni, bo w tygodniu poprzedzającym zgrupowanie) także Alex Burdette, Bob Conroy, Demetrius Eaton, Deante Battle, PJ Gremaud oraz polski rodzynek w tym zestawieniu, Jakub Samel. Jako że każdy z nich mógł pracować z konkretną grupą podopiecznych, zajęcia przebiegały bardzo płynnie. – Warto zwrócić uwagę na wiek trenerów. Śmialiśmy się z Valem Gunnem, że w całej grupie jest trochę jak „tato” – wszyscy pozostali mają 30 lat lub nie- co więcej. Fajnie, że sztab się odmłodził. Chcielibyśmy, żeby miało to wpływ na długofalową współpracę z trenerami– tłumaczy nasz rozmówca. Do dyspozycji szkoleniowców było boisko treningowe ze sztuczną nawierzchnią i odpowiednio namalowanymi liniami. – Jak co roku Aqua-Zdrój wspaniale nas wita, na nic nie możemy narzekać. Boisko zawsze jest przygotowane, linie namalowane, a po opadach deszczu jakie miały miejsce w piątek i sobotę – nawet poprawione. To ułatwiało pracę. Mieliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy– ocenia Jakub Głogowski.

Sprawdzone patenty

To tyczy się także sprzętu. – Z drużyną zawsze jedzie mały samochód ciężarowy, który przewozi wszystkie potrzebne do treningu rzeczy. Trochę tego było – twierdzi Jakub. Znalazło się nawet miejsce na pokaźnych rozmiarów głośnik. Treningi odbywały się bowiem przy muzyce, która jak wiadomo towarzyszy futbolistom także podczas ligowych i pucharowych potyczek (oraz regularnych treningów na Stadionie Olimpijskim). To buduje przyjemny klimat, ale i imituje warunki meczowe. Wyróżnia też futbol na tle innych dyscyplin, które były obecne podczas weekendu w Aqua-Zdroju. – To ośrodek typowo sportowy, na śniadaniach z nami byli siatkarze – na oko jeszcze nie seniorzy, a juniorzy starsi – z Częstochowy. W międzyczasie mecz rozgrywali młodzi piłkarze Górnika Wałbrzych. Cały ośrodek tętni sportem. Prywatne osoby też można było spotkać, jest tu przecież aquapark i siłownia– mówi przedstawiciel Panthers. Skoro było o śniadaniach… Czym żywiły się Pantery? – Jedliśmy makarony z sosami mięsnymi, piersi z kurczaka z ryżem, a więc potrawy lekkie dla sportowców, smakujące wszystkim, a jednocześnie dające dużo energii. Nie chcieliśmy szukać nie wiadomo jak wyszukanych dań, których połowa zawodników nie chciałaby konsumować. Skupiliśmy się na prostych, sprawdzonych patentach, które zawsze działają – wspomina Głogowski.

Rookie Talent Show

Istotnym elementem zgrupowania był „Rookie Talent Show”, a więc chrzest pierwszoroczniaków. Za takowych uchodzą zawodnicy, którzy pojawili się w drużynie w ostatnich miesiącach, a tak-że aspirujący do pierwszego składu klubowi juniorzy. Na taryfę ulgową nie mógł liczyć nawet transferowy hit ostatniej jesieni, Jakub Mazan. Wszystko działo się w sobotę wieczorem. – Chrzest składał się z dwóch części. Pierwsza to sportowe, niezwiązane z futbolem zmagania z przymrużeniem oka. Na boisku zawodnicy rywalizowali o punkty strzelając na piłkarską bramkę czy biegając w… workach po ziemniakach. Druga część to część typowo rozgrywkowa. Każdy miał przygotować jakieś artystyczne mini-show, które oceniali star-si gracze. Był pokaz breakdance’a, pokaz barmański oraz scenki imitujące zachowania trenerów i futbolistów-weteranów. Ofensywni liniowi po-kazali też jak dużo potrafią zjeść w krótkim czasie. Na tych, którzy zrobili najmniejsze wrażenie na starszyźnie, czekało standardowe… miejscowe golenie głowy. W tym roku padło na czterech grajków. – Wycinane były piękne i oryginalne wzory, a zawodnicy musieli chodzić       z tymi bajecznymi fryzurami do końca obozu. Pełne strzyżenie było możliwe dopiero w domu –kwituje Głogowski.

Integracja i imitacja

Śmiechu więc nie zabrakło. I prawidłowo. Ten wyjazd służył też przecież integracji w zespole. – Chłopaki spędzili razem prawie trzy dni. Mogli wspólnie pójść na basen, saunę, wieczorem dłużej pogadać, pograć na konsoli. Integracja to ważny aspekt tych campów – mówi Głogowski, który tak-że się nie nudził. Wraz z ekipą filmową korzystał z obecności wszystkich zawodników i wykonywał promocyjno-reklamową robotę. Mówiąc wprost – nagrywał kilka materiałów video, które w najbliższych tygodniach i miesiącach pojawią się w klubowych mediach społecznościowych. Na koniec wróćmy jeszcze raz do tego co najważniejsze. Treningu. Ten ostatni, niedzielny, był niejako imitacją dnia meczowego. – Trenerzy chcieli przyzwyczaić zawodników do przedmeczowej rutyny. Zawodnicy nie wyszli na murawę wszyscy razem, ale tak jak robią to podczas meczów – a więc formacjami, każda osobno, po kolei w innym czasie. Nie jest to typowe zachowanie w naszej lidze, wiele drużyn tak po prostu nie robi. To zwyczaj z NFL, który w Stanach jest standardem– uzupełnia Jakub Głogowski.