Codzienne oblicze Panter

Co porabiają sportowcy w stanie zagrożenia epidemicznego? Niektórzy pracują zdalnie, wielu doradza jak zadbać o formę i kondycję nie wychodząc z domu, praktycznie wszyscy nadrabiają zaległości związane z zainteresowaniami. Sprawdziliśmy, czym podczas domowej izolacji trudnią się zawodnicy Panthers Wrocław. Kilku z nich ma naprawdę ciekawe zajęcia…

Eaton komponuje

Wolny czas spędzasz na pisaniu i nagrywaniu hiphopowych kawałków. Gdzie można je usłyszeć?

DEMETRIUS EATON: – Mam kilka utworów na SoundCloud.com/iTsMeechieBaby, ale to moje stare nagrania. Wkrótce zacznę dodawać kolejne, polskie remiksy.

Możemy spodziewać się futbolowego utworu o Panthers?

– Oczywiście, pracuję nad piosenką dla Panthers. Chciałbym, żeby było to coś więcej niż normalny futbolowy hymn, aby można było tego posłuchać również na imprezie.

Ograniczenie kontaktów towarzyskich i siedzenie w domu sprzyja pracy nad muzyką?

– Tak, mam dużo więcej czasu, by się na tym skupić, choć tak naprawdę nie mogę nagrywać, ponieważ wszystkie studia są zamknięte… Mimo to staram się szukać innych opcji. Współpracowałem z producentem Step Records, próbując zainteresować go swoją muzyką, nową lub starą szkołą, prezentującą zupełnie nowe podejście do tematu.

Kto jest Twoim ulubionym hiphopowym wykonawcą?

– Trudno jest wskazać jednego ulubionego, słucham wie-lu różnych muzyków. Ostatnio D Smoke, ale cenię również postępy wielu nowych arty-stów, takich jak Lil Baby. Gdy-bym miał wybierać, na czele mojej listy znajdą się Jay-z, Kendrick, Cole i Drake

Dziedzic sprzedaje

Sklep „U Tadka” bazuje na sprzedaży stacjonarnej czy jednak internetowej?

BARTOSZ DZIEDZIC: – Internetowej, w obecnej sytuacji poradziliśmy więc sobie bardzo dobrze. Staramy się funkcjonować tak, żeby klienci nie poczuli różnicy w obsłudze klienta. Największym problemem, z jakim musimy się obecnie mierzyć jest praca kurierów oraz dostawców, na którą nie mamy wpływu. Musimy się dostosować do ich godzin pracy, które na ten moment są mocno ograniczone. Sklep stacjonarny jest obecnie otwarty dwa razy w tygodniu – w poniedziałek i środę, wtedy klienci mogli osobiście ode-brać zamówione produkty, jeśli wykazują taką chęć.

Lubisz swoją pracę?

– Lubię. Jako sklep sportowy wyposażamy również ośrodki sportowe, więc jako były trener przygotowania fizycznego traktuję to jak zabawę Lego, tyle że w wersji dla dorosłych. Nigdy się nie nudzi, co więcej, sprawia mi wielką radość tym, że w jakimś stopniu przyczyniam się do rozwoju sportowców, dostarczając im sprzęt treningowy.

Istnieją koleżeńskie promocje dla kolegów z Panthers?

– Tak, każdy zawodnik może liczyć na „kumpelskie” zniżki, to samo dotyczy młodych zawodników wstępujących w szeregi Panthers Wrocław. Dodatkowo juniorzy czy rodzice młodych futbolistów zawsze uzyskają u nas informację, w jaki sposób dobrać sprzęt, aby był w stu procentach bezpieczny dla zawodnika.„U Tadka” to sklep sportowy, a sport póki co w zawieszeniu.

Obecny stan rzeczy zapewne znacząco wpłynie na sprzedaż…

– Sprzedaż na pewno ucierpi, ponieważ największą część naszych klientów stanowią kluby fitness czy kluby Cross-Fit. Niestety ich biznes całkowicie stanął, klienci zaczęli zawieszać karnety, tym samym została przerwana płynność finansowa. Bez pieniędzy kluby nie mogą doposażyć swojego ośrodka w nowy sprzęt, przez co – jako nasi klienci – musieli wstrzymać zakupy. Mimo to zauważamy wzrost indywidualnych klientów, którzy niskim kosztem mogą nabyć potrzebny sprzęt do wykonania treningu – sztangi, obciążenia do nich czy hantle. To nas bardzo cieszy, bo pokazuje, że chcemy być zdrowym narodem, dbamy o kondycję i sprawność fizyczną.

Koks maluje

Kiedy zająłeś się malowaniem?

DANIEL JAGODZIŃSKI: – Właściwie to zainspirował mnie mój starszy brat. Chodził na lekcje rysunku do naszego sąsiada, który malował piękne obrazy. Na mnie robiło to niesamowite wrażenie. Pamiętam moment, kiedy rodzice kupowali bratu czasopismo o rysunku i malowaniu, do którego były dodawane farby, pędzle i inne akcesoria przydatne przy rysunku. Podpatrywałem i od najmłodszych lat szeroko pojęta sztuka mnie otaczała. Gdzieś w gonitwie młodzieńczych lat odstawiłem na bok zainteresowanie rysunkiem, żeby wrócić do tego na przełomie gimnazjum i liceum. Później ponownie zrobiłem sobie kilkuletnią przerwę, aż od blisko trzech lat – w miarę możliwości i wolnego czasu – udaje mi się regularnie skończyć jakąś pracę.

Co się dzieje z tymi pracami? Leżą za szafą? Rozdajesz? Sprzedajesz?

– Część leży spakowana w teczce, natomiast coś, z czego najbardziej się cieszę, to fakt, że kilku osobom podoba się mój sposób na siebie i moje rysunki, akceptują moją twórczość i proszą mnie o stworzenie czegoś specjalnie dla nich lub jako prezentu dla bliskiej osoby. Najczęściej są to portrety, projekty tatuaży. Nie patrzę na to jak na sposób na życie, traktuję to jak odreagowywanie. Czasem sprzedaję swoje prace, a czasem z własnej inicjatywy wykonuję je dla kogoś.

Kto wymyślił nazwę fan-page’a?

– „Koks maluje”? Chciałem złamać pewien stereotyp. Często spotykałem się z opinią, że osoba, która dysponuje większą sylwetką, trenuje futbol amerykański i – nie daj Boże – ma tatuaże w widocznych miejscach, to osoba, która według niektórych osób, poza przerzucaniem żelastwa, posiadaniem IQ 8 i reakcji na światło, nie potrafi nic innego. Ludzie, którzy mnie poznali mieli okazję przekonać się, jak jest naprawdę.

Jaki procent Twoich prac to prace dotyczące futbolu? Sport jest tą częścią życia, którą malować lubisz najbardziej?

– Ostatnio rzeczywiście często rysuję prace nawiązują-ce do futbolu. Może wynika to z tęsknoty za sezonem? Sport jest obecny w moim życiu od wielu lat, co automatycznie przekłada się na obecność w moich rysunkach. Sport to sztuka, piękne połączenie siły, techniki i umysłu. Połączyć te wszystkie czynniki i stworzyć oczekiwany rezultat to niesamowite osiągnięcie.

Spędzasz zapewne długie godziny nad swoimi rysunkami, obecna sytuacja musi sprzyjać pracy nad nowymi projektami…

– Nakład czasu, jaki muszę poświęcić rysunkowi jest ogromny. Dla przykładu – nad portretem, który ostatnio rysowałem na arkuszu w for-macie A3, spędziłem blisko 30 godzin. Akcja #zostańwdomu jak najbardziej sprzyja twórczości. Chcę się skupić w głównej mierze na wyciszeniu się i nadrobieniu kilku prac, które już rozpocząłem. Ten czas muszę rozdysponować też na bycie ojcem, naukę przy wymagających studiach, wykonywanie swoich obowiązków w odpowiedzialnej pracy i na ćwiczeniach fizycznych w domowym zaciszu.

Lary projektuje

Jak długo zajmujesz się projektowaniem graficznym?

ADAM LARY: – Tę przygodę zacząłem około 10 lat temu, w wieku 19 lat. Zainteresowanie grafiką komputerową przyszło nagle, chyba z powodu wolnego czasu, który poświęcałem na gry komputerowe. Przyszedł moment, w którym stwierdziłem, że ten wolny czas trzeba poświęcić na rzecz bardziej ambitną.

Można więc powiedzieć, że zainteresowanie i pasja stały się Twoim źródłem dochodu…

– Tak, zacząłem osobisty rozwój w tym kierunku i dzisiaj jestem po szkole projektowania oraz studiach zarządzania i marketingu. Pasja przerodziła się w pracę i dzisiaj prowadzę własne studio graficzne.

Klub korzysta z Twoich umiejętności graficznych?

– Nie korzysta i chyba tak jest lepiej. Jeżeli chodzi o futbol amerykański jestem zawodnikiem i chcę być w tym profesjonalny, skupić się na jak najlepszej grze. Łączenie obowiązków zawodowych z pracą w klubie mogłoby być trudne, prowadzić do wielu nieporozumień. Zdarzało mi się natomiast zaprojektować coś dla kolegów z drużyny. Kiedy potrzebują mojej pomocy, zawsze chętnie pomogę.

Masz obecnie możliwość pracy zdalnej?

– Sytuacja, w której się znajdujemy wymaga, aby w miarę możliwości pracować zdalnie. Mój zawód mi na to pozwala i ja z tej możliwości korzystam. Na co dzień pracuję jednak w biurze.

Rosołek gotuje

Skąd pomysł na własną restaurację?

ROBERT ROSOŁEK: – Moim hobby zawsze było gotowanie. Staram się w życiu zawsze robić to, co kocham. Tak jak miłość do futbolu realizuję na boisku, tak zdecydowałem się miłość do kuchni realizować poprzez własną restaurację. Padło na kuchnię japońską.

Dlaczego?

– Między innymi przez za-miłowanie do tamtejszego podejścia do pracy – w Japonii zawsze myślą, jak sprawić, by kolejna potrawa była lepsza niż poprzednia. Właśnie tą drogą staramy się iść w Okami.

Koledzy z klubu często odwiedzają lokal?

– Bardzo często. Zawsze wywołuje to uśmiech na naszej twarzy, a uśmiech robi się jeszcze większy, kiedy do nas wracają. To oznacza, że im smakuje, co jest najlepszym komplementem.

Kto jest stałym bywalcem?

– Najczęściej odwiedza nas rodzina Lewszyków – dwaj bracia, zawodnicy Panthers i ich rodzice oraz pracujący w klubie Maciek Jackowski, który zawsze trafia do nas kilka minut po… zamknięciu kuchni.

Mogą liczyć na zniżki w Okami?

– Oczywiście, właściwie wkrótce mieli otrzymać karty stałego klienta, niestety panująca epidemia przeniosła ten plan w czasie.

Jak radzisz sobie w tej trudnej dla restauracji i barów rzeczywistości? Obecnie realizujecie wyłącznie zlecenia na dowóz…

– Nie będę ukrywał, że obecna sytuacja jest dla całej branży gastronomicznej bardzo ciężka. Na szczęście mam niezawodnego wspólnika, Krzysztofa Kwietniowskiego. To z nim wzięliśmy sytuację na przysłowiową „klatę” i codziennie pracujemy, by wydać na wynos jedzenie, które będzie smakowało tak dobrze, jak to wydawane w restauracji. To nasza misja i wyzwanie na najbliższy okres. Wiemy, że mu sprostamy, dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak zachęcić do zamawiania w Okami!