Mateusz Wojakiewicz, wychowanek klubu Panthers Wrocław, pokazał, że determinacja oraz pomoc fundacji Gridiron Imports otwierają drogę do kariery w Stanach Zjednoczonych. Zapraszamy do przeczytania specjalnego wywiadu, w którym Mateusz opowiada o swojej drodze na futbolowe boiska w USA.
Kiedy pierwszy raz dowiedziałeś się o fundacji Gridiron Imports? Czy od razu czułeś, że to Twoja szansa na wyjazd?
O Gridiron Imports dowiedziałem się od trenera Samela, który pokazał mi ich stronę i zaproponował współpracę ze względu na ich skuteczność w pozyskiwaniu stypendiów dla zawodników z Europy. Czułem, że w moim przypadku również się uda.
W czym konkretnie pomogli Ci Gridiron Imports? Jak wyglądał cały proces od zaprezentowania swojej osoby, aż po wylot do USA?
Cały proces zaczął się od wypełnienia formularza zgłoszeniowego na stronie Gridiron Imports i podesłania moich najlepszych zagrań z sezonu juniorskiego. Potem bardzo sprawnie skontaktował się ze mną ich przedstawiciel i nakreślił, jakich dokumentów będę potrzebował. Niespełna dwa tygodnie później, o trzeciej nad ranem, otrzymałem ofertę pełnego stypendium typu „full ride”.
Jakie wskazówki od trenerów z fundacji były dla Ciebie najcenniejsze jeszcze przed wyjazdem, abyś mógł poradzić sobie z poziomem sportowym w USA?
Startowałem jako rozgrywający (QB) i na tę pozycję otrzymałem ofertę stypendium. Zaznaczono jednak, że na poziomie uczelnianym zawodnicy często zmieniają pozycje ze względu na predyspozycje i potrzeby drużyny. Tak też stało się w moim przypadku – w USA zacząłem grać jako tight end.
Co czułeś, gdy otrzymałeś oficjalne potwierdzenie, że szkoła w USA na Ciebie czeka? Czy bez wsparcia fundacji ten proces byłby w ogóle możliwy?
Ciężko pracowałem, żeby wejść na odpowiednio wysoki poziom i w ogóle móc pomyśleć o wyjeździe. Gdy się udało, czułem, że spełniam swoje największe marzenie; towarzyszyło mi ogromne poczucie satysfakcji z wykonanej pracy. Bez pomocy Gridiron Imports ten proces byłby dużo dłuższy i trudniejszy, o ile w ogóle możliwy do zrealizowania. Organizacja wykorzystuje swoją renomę i kontakty, co sprawia, że większości zawodników udaje się zdobyć stypendia na różnych poziomach rozgrywkowych w USA.
Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po wejściu do amerykańskiej szatni? Co najbardziej różni treningi w USA od tych, które znałeś z Polski?
Zaskoczyła mnie przede wszystkim liczba zawodników na jedną pozycję oraz liczebność całej drużyny. Na każdą pozycję przypadało przynajmniej 5–6 graczy, a poziom był bardzo wyrównany. W szatni czułem się, jakbym był wśród samych „ekspertów” – każdy świetnie rozumiał futbol i żył nim od kołyski. To środowisko sprawiło, że moje futbolowe IQ błyskawicznie rosło, co przełożyło się na wyższy poziom sportowy.
Jak udawało Ci się łączyć rygorystyczne treningi z nauką w amerykańskiej szkole? Jak wyglądał Twój typowy dzień?
Wszystko było dopięte na ostatni guzik, cały dzień wypełniony po brzegi:
-6:00 pobudka
-6:30 ćwiczenia wojskowe (bo to była uczelnia wojskowa, ale nie wszędzie tak jest)
-7:00 śniadanie
-8:00-10:00 zajęcia
-10:00-11:00 trening na siłowni
-11:00-15:00 kolejne zajęcia
-17:00-19:00 trening drużynowy futbolowy
-po 19:00 kolacja i nauka
Co było trudniejsze – walka o miejsce w składzie z Amerykanami, dla których ten sport to religia, czy bariera językowa i rozłąka z domem?
Myślę, że oba aspekty – sportowy i naukowy – były wymagające, a ich łączenie mocno hartowało charakter. Na szczęście szybko znalazłem kolegów, którzy dzielili ten sam los, dzięki czemu mogliśmy się wzajemnie wspierać.
Czy masz taki jeden moment, po którym pomyślałeś: „Warto było ciężko pracować, żeby tu teraz być w Stanach Zjednoczonych i grać w futbol amerykański”?
Oczywiście! Myślę, że wielu chłopaków o tym marzy. Samo doświadczenie podróży i poznania kawałka świata jest nie do opisania i bardzo otwiera głowę.
Dlaczego uważasz, że nadchodzący camp we Wrocławiu to najlepsze miejsce, by zostać zauważonym przez amerykańskich skautów?
Ponieważ nie jest to jedynie okazja do pokazania swoich umiejętności, ale i charakteru, który często decyduje o przyznaniu stypendium lub podjęciu współpracy. Trenerzy szukają przede wszystkim zawodników pasujących mentalnie do ich wizji drużyny. Na miejscu będzie kilku scoutów, więc każdy może zauważyć w Tobie coś innego, co znacząco zwiększa szanse na wyjazd.
Co powiedziałbyś chłopakom, którzy teraz trenują w polskich klubach i zastanawiają się, czy są wystarczająco dobrzy, by przyjść na camp Gridiron Imports?
Jeśli nie spróbujecie mimo wątpliwości, życiowa okazja może przejść Wam koło nosa. Ekspozycja na takie wydarzenia i pokazywanie siebie są kluczowe. Nawet jeśli tym razem się nie uda, będzie to cenna lekcja, która zwiększy Wasze szanse na kolejnym campie.
Z tego miejsca zapraszamy wszystkich graczy futbolu amerykańskiego w wieku 13–20 lat na camp organizowany przez fundację Gridiron Imports, który odbędzie się 10 marca na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Wejściówki można zakupić na stronie eventbrite.com.